Grudniowe prawdziwki

Bezrobotny Hidekuti, Genia Spokojna i Wania Myśliciel oraz nasi mniejsi przyjaciele czyli psy rasy nieznanej Cziri (patrzy i słucha z góry), Alba(ostatnio przestał kuleć, kiedyś potracony przez miłośnika prawdziwych ludzi) i Kasia spotykają się na ławce w hrabiowskim parku w przeddzień „mikołajek”. Śniegu brak co zapowiada Święta po wodzie. Kaczek pełno w stawie i na pokrytych opadłymi liśćmi brzegach. Jak tak dalej będzie się rozwijać pogoda to w pobliskich lasach w najbliższym czasie  powinny się pokazać prawdziwki.

Bezrobotny: Coś dzisiaj smutnawe to nasze towarzystwo.                                              Wania: Nasza drużyna siatkarzy zajęła drugie miejsce w turnieju światowym ale głupio przegrała z Ruskimi.                                                                                                                            Genia: Chłopcy ulitowali się nad ich trenerem, kończył właśnie 45 lat. Powrót do Moskwy z porażką z naszymi mógł znaczyć koniec jego kariery.                                                                                                                              Myśliciel: Wszędzie widzisz drugie dno. Prawda jest taka ze nie potrafią zawsze wygrywać.         Spokojna: Mądre porażki mogą owocować przeszłymi zwycięstwami.                                              Wania: Gadanie bez sensu.                                                                                                               Genia: Twoje spojrzenie to ogląd polskiego kibica a jak widzi tą przegraną trener rosyjski czy brazylijski. Na pewno obydwaj odetchnęli po tych „darowanych” wygranych. Oni jako profesjonaliści ocenili kto mógł spokojnie wygrać i docenili gest przeciwnika. Ta ocena jako pewien dług wdzięczności w stosunku do kolegi trenera pozostanie w ich pamięci.                                                 Hidek: Pożyjemy zobaczymy. Właśnie mija okrągłe trzydzieści lat i możemy rozmawiać o długach, wdzięczności i krzywdach wynikłych z tamtych grudniowych dni.

Bezrobotny: W pierwszy poniedziałek po ogłoszeniu stanu wojennego do naszego biurowego pokoju obwieszonego plakatami Solidarności wchodzi chorąży z grupą uzbrojonych żołnierzy i po identyfikacji wręcza mi wezwanie mobilizacyjne do stawienia się we wtorek o godzinie 8 00 w jednostce wojskowej. Chorążego znałem z widzenia, czasem odwiedzał matkę mieszkającą na sąsiedniej ulicy. Po tej wizycie nasze Panie odetchnęły z ulgą- dobrze ze nie biorą mnie do więzienia. Normalnie jako rezerwista miałem przydział mobilizacyjny do jednostki samochodowej, gdzie odbywałem coroczne ćwiczenia na stanowisku dowódcy kompanii rezerwistów. Tym razem wezwanie wymieniało inną jednostkę wojskowa. Pośpiesznie złożyłem swoje dokumenty techniczne a część papierów związkowych pozostawiłem swoim kolegom. W bloku, gdzie mieszkałem z rodzina na 10 piętrze w godzinach wczesnorannych we wtorek zgoliłem brodę utrzymywaną od kilku miesięcy i wyciągnąłem wymięty mundur polowy przechowywane w tapczanie.

 Ubrałem się, pod klapę kołnierza wpiąłem wizerunek MB pożegnałem się z rodziną i piechotą udałem się do jednostki odległej około trzech km. Dziedziniec jednostki zapełniali żołnierze oraz armaty ze skrzyniami pełnymi pocisków.. Na studiach byłem poddany szkoleniu jako kanonier więc fachowo zorientowałem się po ustawieniu armat ze są przygotowane do oddania salwy w kierunku wschodnim co było znamienne w tym momencie a może tylko było dość dziwne. Z bramy jednostki wojskowej zostałem skierowany do kancelarii, gdzie otrzymałem ustną informacje o przydziale mobilizacyjnym na pomocnika komisarza oraz Kartki przydziałowe na żywność i papierosy, kolejna wizyta w dziale uzbrojenie po rewolwer TT z dwoma kompletami naboi. Na pierwszym spotkaniu z dowódcą ds. politycznych podobnie jak ja zwerbowanych oficerów (część z nich znałem wcześniej a o pozostałych po rozmowach stwierdziłem się ze byli działaczami Solidarności) otrzymaliśmy egzemplarze „Żołnierza Wolności” wraz z informacja o odwieszeniu działalności zwiazkowej w terminie kiedy sytuacja będzie opanowana a następnie przedstawiono nam mapę i plan rozmieszczenia oficerów sowieckich po ich ewentualnym przybyciu do naszego miasta.

  

Informacje o kronikarz100i

Zostałem "wkręcony" w pisanie publikacji, której nadałem tutuł "PODKARPACIE Dozorowania technicznego Sto lat". W tym miejscu odnotuję przygody trwające od 2008r. a związane z wyszukiwaniem zródeł jak się okazało istniejących w czasie przynajmnie trzech wieków na przełomie tysiącleci.Mam jako czytelnik sposób na rozpoczynanie czytania książek w takie kolejności:1. zapoznając się z tytułem, 2.przeglądając skrupulatnie bibliografię, 3.przeglądając spis treści, 4.czytając wybrane fragment 5.czasem czytam "strona po stronie". Powyższy sposób stanowi klucz przy tworzeniu tego blogu. Minęło kilka lat, liczba 100 znów aktualna...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gawędy, Spotkania. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s