Ulice

2.3.1 W niedzielę 26 czerwca 1914 roku we wczesnych godzinach popołudniowych byliśmy z bratem na kawie w kasynie miejskim przy Akademickiej i tu nagle przez okna widzimy ze środkiem ulicy polskiego miasta Lwowa rozpoczyna się pochód kilkutysięczny różnych grup młodzieży, dziewcząt i chłopów ruskich w odświętnych strojach w wojskowym porządku. Odbywa się to przy dźwiękach wojskowych i cywilnych orkiestr , grających jakieś marsze oparte na motywach ludowych pieśni ruskich, jak „Nechody Hryciu na weczernyciu”, kołomyjki i kozaki. Chłopi i młodzież uzbrojeni w karabiny wojskowe austryjackie, w manlichery i broń przyboczną, lub w zwykłe pałki a między nimi postępowali jako komendanci podoficerowie i żołnierze austryjaccy w mundurach.Wszyscy mieli wstęgi niebiesko- żółte lub kokardy tego koloru przypięte do czapek, serdaków i kożuchów. Pochód udawał się do parku Stryjskiego , gdzie odbywała się rewia w obecności komendantury miasta i namiestnika na wyraźny rozkaz  z Wiednia.

Około godziny czwartej po południu w kasynie miejskim gruchnęła wiadomość podawana z ust do ust:- arcyksiążę Ferdynand z małżonką zabici strzałami z rewolweru przez spiskowców serbskich w chwili , kiedy po uroczystym przyjęciu na ratuszu w Sarajewie wracali automobilem przez zatłoczone publicznością ulice. Dodawano sprawcy zostali ujęci /wiadomość do namiestnictwa dotarła około 2 godziny ale utrzymywano ją w tajemnicy aby nie zakłócić pochodu i rewii ruskiej/. Szybko następowały lipcowe i sierpniowe wypadki. Szczególnie  ostatnie dni sierpnia kiedy przez ulice miasta przewaliła się istna wędrówka ludów. Od 26 sierpnia 1914 roku zdumiewająca była karność setek tysięcy żołnierzy w przemarszu przez ulice Lwowa odchodzących na tyły. Początkowo ogół ludności nie mógł uwierzyć w to ze miasto jest pozbawione obrony. Panika wybuchła w ostatnich dniach sierpnia po opuszczeniu miasta przez  marszałka, Wydział Krajowy i inne władze. Dnia 3 września 1914 roku obok naszego mieszkania na ulicy Zielonej zobaczyliśmy wjeżdżający pierwszy konny patrol pod wodzą oficera. Jechali w stronę  ratusza, gdzie około godziny 11 rano rosyjski kapitan sztabowy stanął przed Radą miejską i obywatelami stolicy odczytując im zawiadomienie komendanta wojsk rosyjskich von Rodego o zajęciu miasta.  Mundurowych Rosjan widywałem na ulicach stolicy do 30 maja 1915 roku do chwili objęcia posady pomocnika palacza na parowozie wojskowego pociągu wyjeżdżającego ze Lwowa na wschód. W kasynie miejskim we Lwowie byłem po moim powrocie  dopiero w czerwcu 1921 roku.Ulice Lwowa po moim powrocie z Petersburga wydawały mi się w porównaniu z tamtymi ze są bardzo wąskie, rozbrzmiewające hałasem tramwajów i automobili a szczególnie gwarem miejskimi oraz ciągle zatłoczonymi ludźmi na chodnikach i na niektórych jezdniach. Wspominam takie swoje marszruty zaczynające się od Wałów Hetmańskich, przez otwierający się plac Mickiewicza przed wojną Mariacki, ozdobiony wspaniałym pomnikiem patrona, skręcając w ukrytą w charakterystycznych półcieniach ulicę Batorego gdzie w budynku nr 5 mieściło się moje gimnazjum możemy dojść do mojego właśnie wynajętego mieszkania w domu na ulicy Zielonej. Jedna z najdłuższych ulic południowo-wschodniego Lwowa– Zielona. Zabudowana domami przeważnie parterowymi, jednak zawsze z piwnicą nawet czasem dwupoziomową przechowującą wiktuały spożywcze, wyskokowe, stare meble i różnego rodzaju narzędzia w tym broń ostrą i palną w specjalnie wybudowanych dobrze ukrytych skrytkach. Inżynier Nadachowski poradził mi zamieszkać na ulicy Zielonej u swoich znajomych było to w pobliżu stancji z okresu mojej edukacji przed wojną. Wynająłem małe mieszkanko pokój, łazienka i kuchnia u wdowy po poruczniku Gunowskim. W połowie lat dwudziestych za poradą Inżyniera udałem się do Borysławia, gdzie organizowano instytut termiczny. Z Dworca Głownego do Drohobycza udałem się koleją a dalej dorożką dwukonną. To co zobaczyłem trafnie opisał pan Wałęga: W pierwszych dniach mego pobytu poszedłem zwiedzić Borysław, szyby naftowe i inne obiekty. Gdy jeszcze nie widziałem Borysławia wyobrażałem sobie, że to jakieś duże miasto, a tu takie niechlujne zakamarki, chodniki drewniane, pod chodnikami pełno kindybału, szczury latają wielkości kotów, domki drewniane, niektóre już pochylone na bok ze starości, główna ulica Pańska pełno dużych wybojów, obok niej płynie rzeka Tyśmienica na której znajduje się drewniany most w centrum miasta, na moście pełno ludzi tak zwanych po borysławsku „barabów” czekających aż ktoś przyjdzie i weźmie ich do pracy. Dowiaduję się, że ci ludzie pracują wyłącznie na dniówkę u Żydów przy wyciąganiu rur z otworów nieczynnych szybów. Po skończonej dniówce Żydzi na kant im wypłacali, te z miejsca udawali się do ohydnych knajp i wszystko przepijali, a noc spędzali przy starych otworach szybowych gdzie bez przerwy dniem i nocą palił się gaz nie pobierany przez żadną firmę, widocznie że taką małą ilość gazu nie opłacało się budować parę set metrów rurociągu do głównej sieci, taki to żywot tych ludzi trwał latami, nikt się nimi nie interesował, chodzili obdarci, bose nie umyte aż strach było się na nich patrzeć. Była jeszcze druga kategoria ludzi, którzy trudnili się wyłącznie kradzieżą ropy, gazoliny i różnego typu żelaza, wykopywali nieczynne rury na ziemi kradli świdry, które zwykle leżą obok szybu, rury wiertnicze a nawet tonowe tak zwane prosiaki. Skradzione rzeczy chętnie kupowały prywatne składy starego żelaza. Właścicielami tych składów to byli bogaci Żydzi, którzy jeszcze więcej się bogacili i później budowali szyby naftowe i skupowali różne tereny naftowe. Co do kradzieży ropy i gazoliny to złodzieje tak się urządzali sprytnie, że nie prędko można było ich wyłapać. Te złodziejskie sztuki odbywały się przeważnie nocami. Zbiorniki ropne przy szybach to jakaś część zbiornika znajduje się wkopana w ziemi, co umożliwia złodziejom bezpieczną kradzież, urządzali się w ten sposób, wykopali wąski rowek aż do zbiornika ropnego, w zbiorniku wywiercili otwór 1/2 nagwintowali i wkręcili rurkę z zamknięciem na końcu i odprowadzili jakie 50mb od zbiornika rowek został zasypany i zamaskowany nie do poznania. Kradzioną ropę sprzedawali żydom, którzy mieli łapaczkę ropy na rzece Tyśmienicy. Wszystkie ścieki ropne od szybów były skierowane do rzeki, w tych ściekach ropnych znajdowało się jakaś część ropy po odprowadzeniu, a reszta to kradzieży i tak się dorabiali majątków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s