Spotkanie Rymanowskie

Urodzony w Oleszycach dnia 29 kwietnia 1867r. Jan Nepomucen hr. Potocki herbu Pilawa syn J.W. Stanisława Wojciecha hr. Potockiego i matki Anny z d. hr. Działyńskich założycielki szkoły rzeżbiarskiej w Rymanowie Zdroju zostaje właścicielem w okolicznościach następujących: Dnia 11 sierpnia  1893r popołudniu  powódz, spowodowana nagłym wezbraniem górskich potoków, nawiedziła zdrojowisko. Woda zabrała wszystkie mosty na rzecze Tabie oraz zalała zakład, w następnym roku pojawiła się  epidemi cholery.
 Wpływa to ujemnie na frekwencję gości w Zakładzie.
 W takim to czasie kontraktem kupna z dnia 4 czerwca 1894r. Rymanów Zdrój przeszedł na własność Jana hr. Potockiego.
 Młody Hrabia z zapałem przystępuje do odbudowy a póżniej
rozbudowy Zdroju.
 W Przemyślu dnia 14 pażdziernika 1905r. ożenił się po raz drugi z Marią Szajer, z którą ma czwórkę dzieci.
1901r

W ten ciepły sierpniowy wieczór goszczący naszą trójkę „Zielony Domek” ze złączonymi
dwoma stołami i siedzącym przy otwartym oknie Panu Antonim jest odbiorcą opowieści
niezwykłej.
Sześćdziesiąt lat temu byłem Tolkiem i miałem trzynaście lat a było to w Dąbrowie
Górniczej, gdzie chodziłem do gimnazjum jak dzisiaj się mówi sławnej „Sztygarki”, na wakacjach w 1897r. ojciec przywiózl mnie na kolonię sierpniową do odbudowanego zakładu w Rymanowie -Zdroju.
Po powrocie z ojcem do domu i kolejnym roku nauki, około roku 1898 przyszedł do „Sztygarki” nowy dyrektor a z nim nowe regulaminy. Najważniejszym
wymogiem było aby uczniowie mówili tylko w języku rosyjskim. Było to nieludzkie-
tak mówił mój ojciec Józef-przybyły ze Sławkowa aptekarz z miejsca gdzie w pobliżu
spotkały się granice trzech zaborów .
Uczniowie zaczęli się buntować na różne sposoby. Brat Hipek był w klasie
maturalnej i w naszych buntach raczej nie brał udziału, uczniowie młodszych
klas ze mną w szeregu wiedli prym w polskich rozmowach.
W 1899r. władze szkolne relegowały większość zbuntowanych uczniów
w tym mnie i mojego brata.
Ojciec był w kłopocie-żadnej szkole w Królewstwie Polskim a nawet w całym
cesarstwie nie było wolno przyjąc tych dwu buntowszczików.
Starania o przyjęcie do szkoły w pobliskim Krakowie przeciagały się. Na dodatek
moje świadectwa szkolne zaginęły, dyrektor „Sztygarki” buntowszczikowi
probust k Kamcztku takoj dokument innych dokumentów nie wyda.
Wreszcie Józef Żółciński odnalazł swego krewnego Jana wybitnego przyrodnika
wykładowcę na uczelniach Moskwy i Petersburga.
Od roku trwał już wiek dwudziesty, był podobny jak dziś upalny dzień sierpniowy.
Józef ojciec wraz z dwoma synami jadąc prawie siedem godzin koleją z Krakowa
przez Tarnów, Stróże, Jasło przybywa na stację kolei żelaznej Rymanów.
Stryj Jan oczekujący z wózkiem parokonnym pomaga się nam zapakować
z naszymi tobołkami i udajemy się do Rymanowa Zdroju-ta podróż trwa około godziny.
Zatrzymujemy się właśniu tutaj, w tym samym Domu „Zielonym” postawionym w 1880 r.
i przebudowanym w 1886r. na karczmę z zajazdem. Codziennie w czasie pobytu razem pokonujemy szlaki turystyczne do Deszna, Iwonicza a nawet Jaślisk przez około tygodnia. Znajomość tych szlaków pomogła mi w kolejnych zmiennych kolejach mojego losu. Po tygodniu żegnamy się z ojcem i ze stryjem udajemy się koleją do Lwowa.
Stryj Jan był w żywych kontaktach z profesorami Szkoły Politechnicznej we Lwowie
jej fili w Dublanach. Wykorzystanie tego pozwoliło mu w pomocy dla nas
w dostaniu miejsca w C.K.Wyższej Szkole Realnej we Lwowie.
Hipek miał świadectwa szkolne z wszystkich klas oprócz klasy maturalnej i po
konspiracyjnej (za wiedzą gospodarza klasy) zmianie nazwiska został przyjęty
do klasy maturalnej. Niestety ja mając czternasty rok życia musiałem startować
od pierwszej klasy i za poradą Pana od geografii Kajetana Golczewskiego
gospodarza I.a).zmieniłem nazwisko na okres wyciszenia sprawy buntu.
Następna wizyta w Zielonym Domku była w 1912 roku kiedy byłem studentem
ostatniego roku na wydziale mechanicznym Politechniki Lwowskiej. Mieliśmy
się spotkać z Ojcem-niestety nie dojechał.
A przy tym stole pod oknem siedzieli Pan Hrabia wtedy jeszcze bardzo
młody Jan Potocki właściciel Zdroju, pan Andrzej Kędzior i prawie siedemdziesięcioletni Adam Nadachowski inspektor Towarzystwa nadzorowania kotłów parowch i wzajemnych
ubezpieczeń z Wiednia. Inżynier Nadachowski był oczywiści ze Lwowa a dyrekcja
firmy była z Wiednia. Inżynier był znany mi z widzenia bo był rozpoznawany
w środowisku technicznym Lwowa jako najstarszy inspektor do spraw kotłów
parowych i lokomobili -parający się tym zajęciem od 1878r. Inżynier często
bywał we Wiedniu oraz fabryce „Skody” i innych fabrykach produkujacych kotły
więc jego wiedzą interesował się  właściciel rozbudowywanego zakładu zamawiający
kocioł parowy systemu Tischbein w praskiej fabryce  właśnie ten przy którym wykonywałem dzisiaj rewizję tj.po pięćdziesięciu latach bezawaryjnego użytkowania. Innym tematem rozmowy było ogrzewanie otwieranego pensjonatu „Krystyna” oraz regulacja Czarnego Potoku. Znanym mi z wykładów na Politechnice był też Dompan Andrzej Kędzior dyrektor Krajowego Biura Melioracyjnego we Lwowie.

Przerywając opowieść pan Antoni zwrócił się do siedzącego obok: panie Józefie niech pan sięgnie do tej przepastnej torby i pokaże panom plastykom co tam mamy. Z panem Józefem znamy się przedewszystkim z nadzoru nad kotłami ale też grywalśmy w piłkę nożną i inne gry w latach trzydziestych i pożniej. Było za okupacji ze pan Józef wyciągał mnie z poważnych tarapatów. Krewny pana Józefa czyli Paweł Krukar jako wożnica reprezentacyjny wyjazdowy jeszcze w latach dwudziestych dowoził inżynierów dozoru kotłów z stacji Rymanów(dzisiaj nazwanej Wróblik Sz.)do Zdroju. W latach trzydziestych jechaliśmy autobusem , którego kierowcą często bywał Inż.Ignacy Potocki syn pana Hrabiego.

Autobus z roku 1935

Autobus zakładowy 1935r.