c.k.policjant

Zapis16.08.1961

 Obydwaj plastycy z zaciekawieniem zaczęli oglądać plakat zapraszający  pięćdziesiąt lat wcześniej  na otwarcie pensionatu Krystyna i inne dokumenty jakie miał w torbie pan Józef palacz jeszcze przedwojenny. Pan Antoni uważając mnie za syna jednego ze starszych przybyszów zapytał: Ojczulek mówi ze właśnie zakończyłeś nauki na poziomie średnim i niebawem rozpoczniesz na poziomie wyższym, jak taki pitolok, który nie może równać się z łyczakowskim batiarem mógłby być inspektorem?

Inspektor kotłowy to jak c.k. policjant nikogo się nie boi, nikomu krzywdy nie zrobi,porządek lubi, czasem pomoże. Tutejszy kocioł systemu Tischbein zna dozorowych inspektorów ponad piędziesiąt lat od Adama Nadachowskiego przy którym powstawał w 1912r.w Pradze aż do mnie wykonujacym dzisiaj przy nim dozór wzmocniony ze względu na jego podeszły wiek. Nity jednak trzymają szczelnie chociaż tu i tam widać na „łbach”wzery. Dozór a w tym oględziny przynajmniej coroczne zapewnią usuniecie wszelkich usterek powstających przy użytkowaniu. W razie potrzeby inspektor określi też zakres i sposób naprawy. Dzięki temu ten „staruszek”może dożyć nawet stu lat -tak proroczo powiedział pan Antoni. Tak by się stało. Po kolejnych trzydziestu latach kocioł wyzłomowano w stanie zdatnym do eksploatacji.

Aha! Jeszcze jeden mundur! Austriacki policjant, nie wiadomo czemu „salcesonem” zwany, w czarnym czaku, czarnym mundurze z dużym półksiężycem czyli rogalikiem na piersiach, zaopatrzonych w numer. To już chyba niemiły typ , którego bać się należy. Nie bójcie się go, bo lwowskie dzieci na pytanie :”Kto to jest? Na rogu stoi nikt się go nie boi?”- odpowiadały klaskając w rączki: ”Policaj! Policaj! Szpagat!” Świadomość, ze nikt go się nie boi , że czychaja tylko , by go narazić na śmieszność, ze sam nie znajdzie na ulicy ani obrony ani pomocy, bardzo obniżała samopoczucie stróża bezpieczeństwa o niefortunnym znaku na piersiach. Ten półksiężyc był przedmiotem drwinek i uwag, na które trudno było reagować z powodzeniem. Cóż ma odpowiedzieć na pytanie: „Panie kapralu! Kiedy pan zajdzie?” albo na uwagę: „bardzo lubim rogaliki, ali pomaczać w kawi”. To też jak mógł unikał tych incydentów, bo nigdy nie wiadomo z kim ma się do czynienia. Może to jaki radca, redaktor albo broń Boże poseł. Panicznie bał się akademików i studentów. Z nimi nigdy nie wygrał, więc zawsze gotów był sprawę załatwiać polubownie. Umieli też rozmawiać z nim i tajał orazu na słowa: „Panie kapral? Naj Si pan nie gniewa! Ta naj sy pan przypomni jak pan samdo gimnazjum chodził”. Odpowiadał skromnie: „Ta ja tyż chodził do gimnazjum” i zaraz się nasrażał: „Ali żeby mi to było ostatni raz”. Wspominano go nieraz w piosence, ale zawsze w sposób lekceważący:

Wtem nadchodzi policaj

I podnosi głos,

A ja kułak odwijam

I bęc dziada w nos,

Aż mu w oczach pociemniało,

Daj mu jeszcze, bo ma mało

/Kazimierz Schleyn- Lwowskie gawędy/

Kotłownia przy „Łazienkach” – 1935r.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s